W poście podsumowującym maj wspominałam, że byliśmy parę dni w Belgii. Najczęściej przejeżdżamy przez to państwo w drodze do i z Polski, ale dopiero niedawno nadarzyła się okazja, by je zwiedzić. Odległość od Paryża jest niewielka, tak więc jazda samochodem z niemowlakiem nie była aż tak uciążliwa. Pogodę na zwiedzanie mieliśmy idealną. Nie było deszczu, mocnego wiatru, ani uciążliwych upałów. Codziennie w okolicach 20-25 C. Tak więc mimo moich wcześniejszych uprzedzeń co do tego kraju i mieszkańców, dzięki słonecznej pogodzie i udanemu zwiedzaniu, mam teraz miłe wspomnienia. Co do samej Brugii, to zachwyty nad nią są trochę przesadzone. Nie chcę tu nikomu podpaść, ale aż tak bardzo mnie nie urzekła. Urokliwe miasteczko jakich widziałam już wiele. Warto tam pojechać, ale niekoniecznie wrócić. Bardziej spodobała mi się Gandawa, o której wcześniej nic nie słyszałam. Bruksela też ma swój urok i zaskoczyła mnie na plus. Zacznijmy jednak od Brugii, bo to jej poświęco...