Skip to main content

Amiens

W zeszłym tygodniu spędziliśmy parę dni w Belgii. Po drodze zajechaliśmy jeszcze do Amiens, miasta w Pikardii, położonego nad rzeką Sommą.
W mieście tym, a konkretnie w jezuickim liceum, uczył się nowy prezydent Francji, Emmanuel Macron. Tam też poznał obecną żonę, swoją nauczycielkę języka francuskiego.

Amiens założono w XII wieku, jako średniowieczne centrum produkcji sukna. Obecnie w mieście zlokalizowane są zakłady oponiarskie Dunlopa i przemysł włókienniczy.

Głównym zabytkiem, jak zazwyczaj w każdym większym mieście, jest katedra.  
Cathédrale Notre-Dame de Amiens pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny to gotycka budowla wzniesiona w latach 1220-1270. Katedra jest trójnawowa, posiada dwie wieże, a jej fasadę zdobią trzy portale, galeria królów z 22. posągami oraz wielka rozeta witrażowa.





Kolejne zabytki to cyrk Jules-Verne i dom Julesa Verne'a. Ten znany francuski pisarz mieszkał w Amiens i w latach 1888-1903 był tam radnym miejskim.
Pozostałe obiekty warte zobaczenia to wieża Perret, parki, muzea i zoo.

Dodatkowo Amiens słynie z ciasteczek, znanych jako macaron d'Amiens.
Nie są one jednak podobne w smaku, ani w teksturze do znanych makaroników. Te z Amiens przygotowywane są na bazie masy migdałowej, jajek i miodu (czasem dodają konfiturę z moreli bądź ekstrakt waniliowy). Bardziej smakiem i składnikami zbliżone są do włoskich amaretti. Ten słodki specjał z Pikardii znany jest od XVI wieku.


Polecam zrobić sobie spacer wzdłuż rzeki, gdzie ulokowane są malownicze domki, a w oddali widać katedrę. Miasto można spokojnie zwiedzić w jeden dzień. Wybierzcie się tam przejazdem w drodze do Normandii, albo gdy nie macie pomysłów na spędzenie popołudnia w Paryżu.




Comments

  1. Zawsze chciałam zobaczy¢ tą katedrę! Mam nadzieję, że wkrótce ją zobaczę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Naprawdę jest ogromna. Powodzenia w realizacji planów i jeśli będziecie kiedyś w okolicach Paryża to koniecznie dajcie znać :)

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

Fields of lavender

   Prowansja to region słynący z upraw lawendy. Od połowy czerwca można podziwiać piękne lawendowe pola i upajać się niesamowitym zapachem. Korzystając z ładnej pogody, która na Południu Francji nie należy do rzadkości, udaliśmy się w okolice Lac de Sainte-Croix.    Jezioro zachwyciło mnie pięknym turkusowym kolorem. Jak się później dowiedziałam, jest to sztuczne jezioro zaporowe, powstałe dopiero w 1973 r. Aby je utworzyć zalano okoliczne pola i dwie wioski. Jedną z nich odbudowano 400 m dalej.    Spodziewałam się, że po drodze będzie mnóstwo pól lawendowych, a zobaczyliśmy tylko dwa. Widocznie wybraliśmy się w mniej lawendowe tereny. Pola nie były jeszcze w pełni rozkwitnięte, ale zapach czuć było w powietrzu.    Mimo wszystko warto było pojechać. Zbiory zaczynają się pod koniec lipca, więc mam nadzieję, że do tego czasu wybierzemy się tam ponownie.

Polskie akcenty w Paryżu

Pomysł na napisanie tego postu zrodził się podczas spacerów po Paryżu. Piszę w liczbie mnogiej, gdyż nie był to jeden spacer. Przemierzając ulice stolicy Francji, zauważyłam, że kilka z nich ma nazwy związane ze znanymi polskimi osobistościami, bądź bezpośrednio z Polską. Zaczęłam więc robić zdjęcia i wrzucać je na moim profilu fejsbukowym.  Zaprzestałam, gdy uznałam, że może to być fajny pomysł na post. Nie wiem, czy Londyn, Barcelona, Rzym mogą poszczycić się aż tyloma nazwami, ale Paryż naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Piąta dzielnica. Na tej ulicy znajduje się Muzeum Curie, o którym już kiedyś wspominałam ( tutaj) .  Ulica o takiej samej nazwie, jest również w Ivry-sur-Seine. Zaraz obok stacji metra M7.   Na cześć Marii Curie nazwano także skwer, w okolicach Gare D'Austerlitz.   W czwartej dzielnicy, tuż przy dziedzińcu Katedry Notre-Dame, mamy taką oto tablicę.   Za to w pierwszej dzielnicy, ...

Podsumowanie lipca

Jutro ostatni dzień lipca, a jedyne posty w tym miesiącu to podsumowania. Nie mam wytłumaczenia na swoje lenistwo. Kilka relacji czeka na opisanie, a ja jakoś nie mogę się za nie zabrać. Są wakacje więc chyba sami rozumiecie. Zresztą dwa tygodnie spędziłam w Polsce, a tam nigdy nie zabieram laptopa. Dużo się działo w tym miesiącu, więc zacznijmy od początku. Lipiec w Paryżu to wyprzedaże i upały. Jeszcze przed moim wyjazdem do Polski udało mi się spotkać z uroczą Kasią z bloga bretonissime. Szkoda, że czas nas ograniczał, bo nie mogłyśmy się nagadać. Czekam więc na kolejne spotkanie :)   Potem na chwilę spotkałam się z moją meksykańską znajomą, która za parę dni miała opuścić Paryż i zacząć nową przygodę w Las Vegas.   Wieczorem tego dnia czekało mnie jeszcze jedno spotkanie, pakowanie walizek i wyjazd na drugi dzień rano. W Polsce jak zawsze były wyjścia ze znajomymi, było sushi, był kontenerArt nad Wartą. I by...